poniedziałek, 13 października 2014

Bieszczady – krótki przewodnik po szlakach cz.2

Kolejne bieszczadzkie trasy (część pierwsza znajduje się tutaj: klik).


Smerek – po przejściu Połoniny Wetlińskiej, dotarłszy do Przełęczy Orłowicza możemy podejść jeszcze parę kroków pod górę (około 20 minut marszu) i znaleźć się na szczycie Smerek (1222 m). Ja preferuję jednak drugie podejście, które jest oddzielną wycieczką, dobrą zwłaszcza dla tych mało wprawionych wędrowców. Wychodzimy wtedy na szlak w pobliżu miejscowości Kalnica. Na początku trasy mijamy rzekę Wetlinka i mniejsze, dochodzące do niej potoki, później trasa to już tylko monotonne wspinanie się. Tę trwającą około 2,5 godziny jednostajność wynagradza w końcu przepiękny widok, rozciągający się ze szczytu i z rejonów nieco poniżej niego. Moim zdaniem wyłaniająca się przed oczami turysty panorama jest jednym z najładniejszych obrazków Bieszczad. Na szczycie wzniesiono żelazny krzyż upamiętniający śmierć turysty, rażonego piorunem. Schodzimy dalej do Przełęczy Orłowicza i stamtąd stromo ku Wetlinie. Czas trwania wycieczki to 4-5 godzin.
widok ze szczytu



Smerek

Bukowe Berdo – moja ulubiona trasa, zwłaszcza jesienią przedstawia się wyjątkowo malowniczo. Zaczarowane pasma połonin, imperium natury skapujące bogactwem czerwieni, żółci i rudości. Wyruszamy z miejscowości Widełki i długo wspinamy się ciemnym lasem, potykając się o korzenie wystające z ubitego podłoża i luźne otoczaki. I tak około 3 godziny nim dotrzemy na otwartą połoninę. Z grzbietu rozciąga się niezapomniany widok. Ci bardziej zorientowani w topografii Bieszczad Wysokich, rozróżnią w nim Kopę Bukowską, Połoninę Caryńską, Krzemień, Tarnicę i Szeroki Wierch. Grzbiet połoniny wygląda jak pancerz wielkiego gada poprzecinany ostrymi skałami niczym grotami włóczni. Na jednej z tych wychodni umieszczono pamiątkową tablicę dedykowaną Marianowi Hadło – długoletniemu ratownikowi i prezesowi Bieszczadzkiego GOPRu. Z Bukowego Berda schodzimy dość szybko (bo stromo) na Krzemień (1335 m) i oglądamy się z rozrzewnieniem na pozostawioną za plecami feerię barw, faktur i rzeźb. Kolejno, poprzez Przełęcz Goprowską kierujemy się w stronę Tarnicy (można przy okazji "zdobyć" najwyższy szczyt Bieszczadów, albo też ominąć go pozostając na Przełęczy Krygowskiego - Sidło) i dalej stromo w dół do Wołosatego, gdzie przyjaźnie uśmiechnięty, wąsaty kowboj już czeka na nas jak kania na deszcz. W Wołosatem warto jednak jeszcze na chwilę zatrzymać się, bo przy szlaku znajduje się stary cmentarz i cerkwisko. Ruiny i gruzy pamiętające XVIII wiek, atrakcja dla tych co lubią mroczne klimaty. 





Przełęcz Goprowska
cmentarz w Wołosatem
Mała i Wielka Rawka – jest takie, najbardziej znane podejście na Rawki, które uważam za rzeźnię, masakrę i dramat (piszę to z perspektywy osoby nieuprawiającej żadnego sportu, choć dbającej o to by "codziennie trochę się ruszać"). Chodzi mi tu o szlak prowadzący z Przełęczy Wyżniańskiej. Początkowo nic nie zapowiada tragedii, bo jest niby trochę pod górkę, ale to normalne w górach i po 20 minutach docieramy do bacówki "Pod Rawkami", a tam pyszne placki i zimne piwo. Zachęceni tym miłym przywitaniem podstępnych sióstr Rawek kroczymy dalej. Katastrofa pojawia się znikąd, nagle nie możemy złapać oddechu, a przed oczami pojawia się prawie pionowa piaskowa ściana, dobrze, jeśli jest sucho, bo w deszczową pogodę ta ściana to rynna z kąpielą błotną. I tak przez godzinę, choć oczywiście nie cały czas równie męcząco. Pierwszą napotkaną siostrą jest Mała Rawka (1272 m). Można odpocząć. Z Małej przechodzimy tzw. szlakiem łącznikowym na Wielką (1307 m). Wielka siostra wita nas oryginalnym widokiem: falliczny megalit obrośnięty mchem, przywodzi na myśl pogańskie czasy. Kręcą się obok niego ludzie z wahadełkami, choć jest on tylko pozostałością po wieży geodezyjnej. Legenda głosi, że ziemia wykopana u stóp kolosa w noc przesilenia letniego leczy męskie niemoce. Z Wielkiej Rawki można pokusić się jeszcze na czterdziestominutową przeprawę na Kremenaros (Krzemieniec) – punkt styku trzech granic: polskiej, słowackiej i ukraińskiej. Sam szczyt mało interesujący, dużo zielska i krzaków, ale jest po prostu ciekawostką krajoznawczą. Schodzimy tą samą drogą, ewentualnie z Małej Rawki kierujemy się na Wielki Dział, który zaprowadzi nas do pachnącej naleśnikami i słowackim piwem Wetliny. Jeśli o mnie chodzi to na Rawki wybieram się właśnie od strony Wetliny, przez Wielki Dział i schodzę na Przełęczy Wyżniańskiej, co pozwala mi uniknąć podstępnej, męczącej wspinaczki. Sam Wielki Dział to idealna trasa na upały, wspinając się prawie cały czas pod tym samym kątem mijamy raz otwartą przestrzeń, raz zacieniony zagajnik i tak w kółko przez wiele kilometrów. Czas przejścia całości trasy to około 5-6 godzin.

Mała Rawka, w tle po lewej Wielka


Wielki Dział



Tarnica – last but not least, najwyższy szczyt Bieszczadów (1346 m). Ma charakterystyczny kształt nieregularnego trapezu. W 1987 roku umieszczono na niej metalowy krzyż upamiętniający pobyt ks. Karola Wojtyły w Bieszczadach. Można do niej dojść z każdej strony i przy wielu kombinacjach tras. Wspomniane już wcześniej zejście z Bukowego Berda, Szeroki Wierch wychodzący z Ustrzyk Górnych, z Wołosatego bezpośrednio ku Przełęczy Krygowskiego czy na około poprzez ścieżkę Rozsypaniec-Krzemień. Ta ostatnia, choć długa to daje okazję do wnikliwej obserwacji przyrody Bieszczad i zapoznania się z niższymi szczytami. Początkowo idziemy dość długo drogą asfaltową i lasem wzdłuż rzeki Wołosatka. Mała wspinaczka zaczyna się po około 2 godzinach marszu, gdy docieramy do szczytu Rozsypaniec (1280 m). Kolejnym pułapem jest Halicz (1333 m). Mało kto pamięta, że to wzniesienie długo owiane było złą sławą. W XVIII wieku w tym miejscu dokonywano egzekucji na polskich beskidnikach i węgierskich tołhajach. Mroczna tradycja utrzymała się także w XX wieku, gdy UPA wieszała tam Ukraińców wiernych Polsce (starzy globtroterzy, pionierzy Bieszczad pamiętają jeszcze resztki szubienicy stojącej na Haliczu). Obecnie na szczycie ustawiono ławeczki i barierki, a odpoczywający piechurzy wystawiają uśmiechnięte twarze ku słońcu. Górski wiatr zagłusza ciche skargi zgnębionej ziemi. Na wschód od Halicza dostrzec można szczyt zwany Wołowym Garbem – nazwa pochodzi od garbatych wołów, które tam wypasano. Druga nazwa wzniesienia to Trumna, rzekomo od kształtu góry. Przez Trumnę biegła kiedyś ścieżka do miejscowości Bukowiec, od dawna zapomniana i zarośnięta, obowiązuje wręcz surowy zakaz wkraczania na nią. Nomen omen. Kolejne wzniesienie na szlaku to charakterystyczna w swym kształcie Kopa Bukowska (1320 m), którą trasa omija z lewej strony. Tak dochodzimy do Przełęczy Goprowskiej i możemy pokusić się o wejście na Tarnicę (jeszcze jakieś 20 minut ostro pod górę). Czas przejścia to około 5-6 godzin.
Tarnica widziana z Wołosatego






1 komentarz:

  1. Hello, after reading this amazing piece of writing i am also cheerful to share my familiarity here with colleagues.


    my blog; http://www.elektromartinex.pl

    OdpowiedzUsuń